środa, 09 stycznia 2008
Niebo

Idzie człowiek z opuszczoną głową, chmury płyną po nieboskłonie a on patrzy w brudny, opluty chodnik. Życie mija, daje znaki, kusi, ostrzega, a on idzie i patrzy w brudny opluty chodnik. Dzień był szary. Starsza pani w szarym płaszczu, berecie, grubych okularach i lasce w dłoni pokrzywionej artretyzmem stała na chodniku i z wysoko zadartą głową intensywnie wpatrywała się w ogromny billboard jednej z telewizyjnych stacji, zapraszający na mózgobójczą rozrywkę, dziś o 19.20. Starsza pani wytężała wzrok ale też i umysł, próbując pojąć treść komunikatu, jego sens, jeśli takowy istnieje. A chmury płynęły po nieboskłonie przesłoniętym przez obsceniczny w swej krzykliwości i głupocie billboard, cityboard, megaboard, idio-board.

Syk

Czy słyszeliście kiedykolwiek dźwięk jaki wydaje piwo w butelce tuż po odstawieniu jej od ust? Niepokojące bąbelkowanie, szum, protest przeciwko odstawieniu od ust, proces przeciwko odstawieniu, szum wzburzonego tłumu, zlany w bezładny tygiel dźwięków.

00:53, carpathikon
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 października 2007
Lot

Widziałem światła uliczne. Sygnalizator wisiał nieruchomy, mrugał żółtym światłem, mrugał w pustą przestrzeń , żaden samochód nie mógł dostrzec tego ostrzeżenia, bo żaden samochód nie jechał tą drogą, żaden samochód nie jechał żadną drogą, żaden samochód nie jechał żadną drogą. I nagle przenoszę się z Lublina do Brzozowa, 215 km w sekundę, ponad zapomnianymi miasteczkami wschodniej Polski, ponad ciszą i zapomnieniem, ponad bezsilnością i usiłowaniem, ponad bezczynnością i działaniem, pozornym działaniem , syzyfową pracą usiłowania znalezienia swojego miejsca w korporacyjnym świcie wielkich metropolii, próbą zaimponowania starszym braciom i sistrom. Przenoszę się w te doły i dziury, w te pseudo-góry i w te realne doliny, w te niskie góry i w te płytkie doliny, w te góry wystarczająco wysokie by zatruć życie, by wydrzeć resztki sił witalnych , by przekląć swój, los by poddać się rezygnacji.. Doliny wystarczająco głębokie, by utonąć w nich na zawsze, na pokolenia, na wieki.

pseudo góry, realne doliny

carpatho-pacyfizm

Do

Do Komendanta WKU *****

 

Zwracam się z uprzejmą prośbą o odroczenie zasadniczej służby wojskowej. Prośbę swą uzasadniam faktem iż w roku akademickim 2004/05 pozostaję studentem Uniwersytetu na kierunku filologia angielska, w systemie dziennym. Powołanie do służby wojskowej w roku bieżącym uniemożliwiłoby mi ukończenie piątego roku studiów. Do wniosku dołączam zaświadczenie o fakcie bycia studentem dziennym oraz głęboki wstręt do przemocy w jakiejkolwiek jej formie, zarówno nieformalnej jak i zinstytucjalizowanej. Jednocześnie przepraszam za zwłokę w dostarczeniu powyższego zaświadczenia.

Z wyrazami głębokiego braku szacunku

carpathikon

Patelnia
Jak bardzo wkurwiająca może być brudna patelnia po jajecznicy z z jaj w liczbie czterech ten tylko się dowie kto spróbował jak domyc w lekko letniej wodzie podgrzewanej prze cherlawy elektryczny podgrzewacz wody w cherlawym mieszkaniu na pierwszym piętrze cherlawego wieżowca w szarym, cherlawym mieście wschodniej Polski, w szare, cherlawe, jesienno-syfiaste popołudnie.
Brak światła
Wleczemy stopy od rana do wieczora, z ciepłoty do chłodu pościeli, w magicznym, zaklętym kręgu, błędnym kole istnienia, czy może raczej wegetacji, bo tak naprawde nawet nie zdajemy sobie sprawy że istniejemy, oprócz tych rzadkich przebłysków świadomości, duchowych epifanii czterech flaszek piwa, dwóch pięćdziesiątek wódki. Ciągniemy stopy po ziemi, napełniamy trzewia chlebem, mięsem, wodą, benzoesanem sodu, kwasem askorbinowym, batonikami, cytrusami, używkami, odżywkami. Napełniamy uszy dźwiękiem a oczy obrazem ale nasze głowy są dziurawe i w środku straszy pustka metafizyczna, wiatr świszcze w pustych magazynach jaźni które nigdy nie wypełniły się towarem.
Ultra-krótki traktat o narodzinach

A było mniej więcej tak. Urodziłem się pewnego wrześniowego dnia. A może to nie był dzień. Kogóż to obchodzi. Nieważne. Urodziłem się i już było za późno. Zaczęło się cos nad czym już nigdy więcej nie miałem kontroli. Nigdy wcześniej zresztą tez nie. Czy kiedykolwiek będę miał kontrole?

Dziś patrzyłem na swoje dłonie. Nie były zmarszczone i stare, lecz były szorstkie i chropowate, spierzchnięte. Niewielka wiec różnica.

Kolejny dzień jutro i wiem że trudno będzie znaleźć motywacje żeby wstać. Poranek uderzy jak młotek w głowę. Bezlitośnie uświadomi mi że wstawanie nie ma najmniejszego sensu. Uświadomi mi tez zarazem ze wstawanie jest nieunikniona częścią dorosłego, odpowiedzialnego życia, choćby to Zycie nie miało najmniejszego sensu.

Telefon znów nie działa. Pewno nie ma to większego znaczenia bo i tak nie ma nikogo z kim musiałbym długo rozmawiać lub nawet kontaktować się w ogóle.

Pełni wiary i nadziei wyruszamy w życie, oczekując miłości.

Pierwsza umiera miłość.

Potem wiara. Na końcu Nadzieja.

Umiera długo i boleśnie. Być może nigdy nie umrze ale być może lepiej byłoby gdyby umarła szybko i na Zawsze.

Generacja Nic.